środa, 11 lipca 2012

Master Truck 2012, czyli męski wypad...

W ostatnią niedzielę chłopaki pojechali pod Opole na Master Truck... Nie będzie tu technicznych ani motoryzacyjnych opisów, bo o czym tu gadać... To trzeba zobaczyć...

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

wtorek, 10 lipca 2012

35 lat minęło, czyli urodzinowo...

Hmm... Kiedyś wydawało mi się, że jak skończę 23 lata, czyli dokładnie w roku 2000, to będę już naprawdę stara. Miałam wtedy chyba z 10 czy 12 lat... Lata mijały, mijały i o dziwo okazało się, że można mieć i 23 i 25, ba można mieć nawet 30 lat... Zabawnie to brzmi, zawsze przypomina mi się ten fakt w dniu moich kolejnych urodzin.
I dziś jest właśnie taki dzień. Dziś kończę 35 lat... Sama nie wiem, kiedy to minęło, bo przecież tak niedawno chodziłam do zerówki - jak dziś pamiętam swoje przedstawienie na zakończenie zerówki i pamiętam nawet fragment wierszyka.
Pamiętam swój pierwszy atak astmy... Tamto trudne do opisania uczucie duszności... Jakby ktoś zabrał mi cały tlen... I tą walkę o oddech pamiętam... Straszne to było...
Pamiętam twarze koleżanek i kolegów z podstawówki... Pamiętam wielogodzinne rozmowy z Marzenką... Mogłyśmy dziesiątki kilometrów przewędrować i rozmawiać. Nigdy nie zabrakło nam tematów... Pamiętam też pierwsze podstawówkowe miłości...
Pamiętam wszystkie kolonie, tamte emocje i beztroskę... Pamiętam też szpital na jednej z koloni... I pamiętam, jak się wtedy bałam... Bałam się, że zostanę tam, w Piszu, na zawsze... Że mama mnie nie znajdzie... Doskonale pamiętam tamten  strach...
Pamiętam całe liceum, studia, wyjazdy... Wszystko dobrze pamiętam... Tak dobrze... A tu masz, minęło już 35 lat! Ale nie narzekam... Bo nie jest najgorzej...


sobota, 7 lipca 2012

Mały (nie)zamaskowany Szachista...

Będzie o Szachiście... O moim małym, wcale nie zamaskowanym Szachiście*... Nie bardzo wiem, jak to się stało, ale Kamil pokochał szachy... Bardzo... I jest w tym naprawdę niezły. Potrafi przewidzieć ruch przeciwnika, obmyśla kilka ruchów do przodu. Ciężko się z nim gra. A wszystko to zasługa Dziadka, który zaszczepił w nim tę miłość.
A wydawać by się mogło, że Kamil ma zbyt dużo energii, że ciężko mu będzie wysiedzieć przy szachownicy. A tu taka niespodzianka...







*A skąd się wzięło określenie "Zamaskowany Szachista"? Z jednej z moich ulubionych kreskówek - 'Świat Według Ludwiczka'... Gdyby ktoś nie znał to zapraszam tu - ŚWIAT WEDŁUG LUDWICZKA, a tu znajdziecie odcinek o szachach - O SZACHIŚCIE...

piątek, 6 lipca 2012

No to mamy lato...

Chcieliśmy lata, no to mamy... Nie ma jeszcze 10, a tu już taki upał... I duchota nieziemska... Co będzie w ciągu dnia?



fot. http://www.accuweather.com/en/pl/sosnowiec/275788/weather-forecast/275788

czwartek, 5 lipca 2012

Pomidorowo...

Od kiedy zamieszkałam w bloku, to będzie mniej więcej 24 lata, marzy mi się własny ogródek. Taka choćby jego namiastka... Chociaż kawałeczek własnej ziemi, na której będę mogła wypocząć... Jakiś hamak w cieniu, ławeczka ze stolikiem, na którym mogłabym pić poranną lub wieczorną kawkę... Zielona trawka... Kolorowe kwiatki... Krzaczki z porzeczkami i agrestem, które uwielbiam najbardziej na świecie... Drzewa dające odrobinę cienia w upalne dni, takie, jak dziś... Ot, takie sobie sielankowe marzenia...
Może dlatego mój balkon zawsze przypomina kwiaciarnię... W skrzynkach hoduję wszystko, nawet chwasty i mlecze... Lubię patrzeć na swój zielony balkon i już...
A w tym roku stałam się posiadaczką jednej skrzynki maleńkich pomidorków koktajlowych... Maleńkich krzaczków, które właśnie kwitną... I kilka dni temu zauważyłam pierwsze owoce... Będę miała domowe pomidorki... Jupi!




środa, 4 lipca 2012

Leniwie weekendowo...

Za nami jeden z najcieplejszych weekendów tego lata... Ciepłych to mało powiedziane... Dusznych, parnych i słonecznych... I co za tym idzie ciężkich do wytrzymania... Leniwych do granic możliwości...


Można było pozachwycać się przyrodą...


No i coś pysznego zjeść...


Byle do następnego tygodnia, bo w następny weekend chłopaki szykują coś specjalnego...

poniedziałek, 2 lipca 2012

La Furja Roja, czyli nowi starzy Mistrzowie Europy 2012...

Ileż było emocji. Ileż było niespełnionych marzeń i pragnień... Było wspólne kibicowanie, śpiewanie i trzymanie kciuków... Ci którzy na co dzień wcale nie interesują się piłką, nagle stali się niemal ekspertami od składów, zawodników i taktyki. Bo jak mocno ludzi połączyła piłka można było zobaczyć niemal na każdym kroku. Ciągłe dyskusje kto przegrał, dlaczego, kto wyróżnił się podczas meczu, kto zawiódł, kto jest największą niespodzianką, kto odkryciem, a kto kompletnie zawiódł... I takie emocje towarzyszyły nam podczas tego miesiąca, kiedy gościliśmy u nas EURO 2012...

Wczoraj mogliśmy podziwiać ostatni mecz, już finałowy. Hiszpania kontra Włochy... Ja kciuki trzymałam za Włochów, choć rozum podpowiadał, że faworytami są Hiszpania. I rozum miał rację... Po ciężkim meczu, po pięknej i widowiskowej grze, po wyrównanej walce mniej szczęścia mieli Włosi... Przegrali 4:0. Wysoko, zasłużenie... Było wszystko to, co w piłce jest najpiękniejsze... Bramki, walka do upadłego, pot i łzy... I bramki... Byli zwycięscy i przegrani.
Po ostatnim gwizdku sędziego polały się łzy. Łzy radości i łzy rozpaczy...


Hiszpania przeszła do historii. Obroniła tytuł Mistrza Europy, co nie udało się wcześniej żadnej reprezentacji.


Teraz przyjdzie nam wrócić do rzeczywistości i codzienności. Będzie inaczej... Dziwnie pusto... Polska pokazała się z najlepszej strony. Nie jesteśmy już zaściankiem Europy, ale jej częścią. Udowodniliśmy, że potrafimy się cieszyć, bawić, współpracować ze sobą i przyjmować turystów... Pokazaliśmy wielki entuzjazm i otwarcie na świat. Teraz musimy utrzymać ten poziom i pozytywną energię... I z podniesionym czołem iść na przód...